Fake newsy w Polsce to już codzienność

Dezinformacja nie jest już czymś, co dzieje się gdzieś na marginesie internetu. Coraz częściej wpada nam w oczy podczas zwykłego scrollowania, w komentarzach, krótkich filmach, grafikach, wpisach znajomych albo nagłówkach, które mają wywołać szybkie emocje. Najnowszy raport „Dezinformacja oczami Polaków” pokazuje, że 77 proc. badanych zetknęło się z fałszywymi treściami, a 79 proc. uważa, że ich skala w sieci wzrosła w ciągu ostatnich pięciu lat. Problem nie kończy się jednak na tym, że ktoś da się nabrać na podejrzany post. Coraz więcej osób widzi w fake newsach narzędzie wpływu, które może uderzać w bezpieczeństwo państwa, wybory, zaufanie społeczne i codzienne relacje między ludźmi.

Fałszywe treści przestały wyglądać jak internetowy margines

Kiedyś fake news łatwiej było skojarzyć z krzykliwą stroną, dziwnym adresem i tytułem napisanym tak, żeby natychmiast wzbudzić podejrzenia. Dziś granica jest dużo mniej widoczna. Fałszywa informacja może wyglądać jak zwykły wpis w mediach społecznościowych, krótki film z eksperckim komentarzem, grafika z procentami albo cytat przypisany znanej osobie. To właśnie dlatego coraz trudniej złapać moment, w którym powinna zapalić się czerwona lampka.

Raport Fundacji Digital Poland pokazuje, że Polacy coraz mocniej dostrzegają skalę tego zjawiska. 75 proc. badanych uznaje dezinformację za poważny problem, a 47 proc. ocenia operacje wpływu jako zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski porównywalne z klasycznym atakiem zbrojnym. To mocne przesunięcie w sposobie myślenia o fake newsach. Nie są już traktowane wyłącznie jako internetowe plotki, lecz jako coś, co może osłabiać instytucje, nakręcać konflikty i wpływać na decyzje obywateli.

Media społecznościowe są dziś główną sceną dezinformacji

Najwięcej dzieje się tam, gdzie użytkownicy spędzają najwięcej czasu. Media społecznościowe są najczęściej wskazywanym miejscem kontaktu z fałszywymi informacjami. W najnowszym badaniu wskazało je 66 proc. osób, które zetknęły się z dezinformacją. To wyraźny wzrost względem poprzedniej edycji raportu, gdy taki kanał wskazywało 55 proc. respondentów. W tym samym czasie spadła rola telewizji, co dobrze pokazuje, jak mocno punkt ciężkości przesunął się do internetu.

W mediach społecznościowych fake news nie musi być perfekcyjnie przygotowany, żeby zadziałał. Wystarczy, że trafi w emocje. Treści wywołujące strach, gniew, poczucie zagrożenia albo niechęć wobec innych grup szybciej zbierają reakcje, komentarze i udostępnienia. Algorytmy dodatkowo wzmacniają to, co angażuje odbiorców. W efekcie fałszywa informacja może krążyć długo, nawet jeśli później pojawi się sprostowanie. Często pierwsze wrażenie okazuje się silniejsze niż spokojne wyjaśnienie.

Emocje robią z fake newsa treść wiralową

Dezinformacja działa najlepiej wtedy, gdy nie daje czasu na spokojne sprawdzenie faktów. Raport pokazuje, że 57 proc. Polaków ma wrażenie, iż algorytmy mediów społecznościowych częściej pokazują treści wywołujące silne emocje, żeby zatrzymać użytkownika na dłużej. To ważne, bo fake news bardzo rzadko jest tylko suchym zdaniem niezgodnym z prawdą. Zwykle jest opowieścią, która ma poruszyć odbiorcę i skłonić go do szybkiej reakcji.

W praktyce wygląda to znajomo. Ktoś widzi mocny nagłówek, czuje złość albo niepokój, po czym wysyła link dalej, zanim sprawdzi źródło. Ktoś inny komentuje, bo treść pasuje do jego wcześniejszych przekonań. Jeszcze ktoś dopisuje własną interpretację i fake news zaczyna żyć nowym życiem. Według raportu co piąty Polak przyznaje, że zdarzyło mu się polubić, skomentować lub udostępnić treść pod wpływem emocji, zanim zweryfikował jej wiarygodność.

Sztuczna inteligencja dokłada nowy poziom chaosu

Do dobrze znanych mechanizmów dezinformacji dochodzi teraz sztuczna inteligencja. Dzięki niej fałszywe treści można tworzyć szybciej, taniej i w bardziej przekonującej formie. Nie chodzi już tylko o teksty. AI może pomóc przygotować obraz, nagranie głosu, film, komentarz eksperta albo materiał wyglądający jak fragment programu informacyjnego. Dla przeciętnego odbiorcy różnica między treścią prawdziwą a wygenerowaną może być coraz trudniejsza do wychwycenia.

Z raportu wynika, że co piąty badany zetknął się już z fałszywymi treściami wygenerowanymi przez narzędzia AI. Jeszcze bardziej niepokojąco wyglądają dane dotyczące deepfake’ów. Kontakt z nimi deklaruje 45 proc. Polaków, ale 34 proc. nie wie, czy w ogóle miało z nimi styczność. Ta niepewność jest jednym z największych problemów. Jeśli odbiorca nie potrafi rozpoznać manipulacji, łatwiej uznać za wiarygodne coś, co zostało stworzone tylko po to, aby wprowadzić go w błąd.

Deepfake nie zawsze wygląda jak oczywiste oszustwo

Deepfake wielu osobom kojarzy się z czymś przesadzonym, źle zmontowanym i łatwym do rozpoznania. Tymczasem technologia rozwija się tak szybko, że takie materiały coraz częściej nie wyglądają jak internetowa ciekawostka. Mogą przypominać zwykłe nagranie z wypowiedzią polityka, eksperta, celebryty albo przedstawiciela instytucji. Wystarczy kilka sekund, żeby odbiorca zapamiętał przekaz, nawet jeśli później okaże się on fałszywy.

To szczególnie groźne w sytuacjach napięcia społecznego, kampanii wyborczych, kryzysów międzynarodowych albo debat dotyczących zdrowia i bezpieczeństwa. Fałszywe nagranie może zostać wykorzystane do podgrzania emocji, wywołania paniki lub podważenia zaufania do konkretnej osoby. Nawet szybkie sprostowanie nie zawsze odwraca szkody, bo część odbiorców zdąży już uwierzyć w pierwszą wersję wydarzeń. Właśnie dlatego AI staje się nie tylko narzędziem twórczym, ale też poważnym wyzwaniem dla odporności informacyjnej społeczeństwa.

Polacy wierzą w mity, które brzmią znajomo

Raport pokazuje, że dezinformacja nie trzyma się jednej dziedziny. Fałszywe przekazy pojawiają się przy tematach zdrowia, energetyki, klimatu, polityki, technologii i codziennych finansów. Aż 91 proc. badanych potwierdziło co najmniej jedną z 30 analizowanych fałszywych informacji. Średnia popularność pojedynczego fake newsa wyniosła 34 proc., co pokazuje, że problem nie dotyczy wyłącznie małej grupy najbardziej podatnych odbiorców.

Najmocniej działają te historie, które zahaczają o realne lęki. Wśród popularnych fałszywych przekonań znalazły się między innymi tezy, że samochody elektryczne zapalają się częściej niż spalinowe, GMO trwale uszkadza ludzkie DNA, a zastępowanie gotówki płatnościami kartą służy pełnej inwigilacji obywateli. Takie narracje są skuteczne, bo brzmią znajomo. Dotykają tematów, o których ludzie już rozmawiają, a potem dokładają do nich prostą, emocjonalną odpowiedź.

Społeczeństwo chce reakcji, ale boi się cenzury

Walka z dezinformacją wydaje się oczywista tylko do momentu, w którym trzeba ustalić konkretne zasady. Polacy chcą, żeby ktoś reagował na fałszywe treści, ale jednocześnie obawiają się przesady. 64 proc. badanych oczekuje działań od platform cyfrowych, a 57 proc. popiera rządowe ograniczenia fałszywych informacji. Z drugiej strony 45 proc. respondentów boi się, że platformy usuwają zbyt dużo treści, a 40 proc. broni wolności słowa nawet wtedy, gdy oznacza to możliwość publikowania fake newsów.

To pokazuje, że w społeczeństwie nie ma prostego podziału na zwolenników blokowania treści i obrońców pełnej swobody publikacji. Wielu ludzi chce jednocześnie bezpieczniejszego internetu i gwarancji, że decyzje o ograniczaniu zasięgów nie będą podejmowane arbitralnie. Dlatego tak ważne stają się przejrzyste reguły. Użytkownicy oczekują oznaczania fałszywych informacji, ograniczania ich zasięgu, blokowania botów, większej odpowiedzialności platform i edukacji medialnej, ale chcą też wiedzieć, kto decyduje o usuwaniu treści.

Fake newsy potrafią psuć relacje poza internetem

Dezinformacja nie kończy się w chwili zamknięcia aplikacji. Bardzo często przenosi się do rozmów z bliskimi, rodzinnych grup w komunikatorach i codziennych sporów. Według raportu 72 proc. Polaków uważa, że fake newsy zwiększają napięcia między grupami o różnych poglądach. Co piąty badany przyznaje, że fałszywe treści internetowe doprowadziły do kłótni lub pogorszenia relacji z bliską osobą.

To jeden z najbardziej namacalnych skutków informacyjnego chaosu. Spór nie dotyczy już tylko tego, czy dana wiadomość była prawdziwa. Często dotyka zaufania, światopoglądu i poczucia bezpieczeństwa. Jedna osoba czuje, że druga powtarza groźne manipulacje. Druga uważa, że ktoś próbuje ją uciszyć albo wyśmiać jej obawy. W takim układzie fake news staje się czymś więcej niż błędną informacją. Może być zapalnikiem konfliktu, który zostaje z ludźmi znacznie dłużej niż sam internetowy wpis.

Fact-checking istnieje, ale wciąż za słabo się przebija

Polacy deklarują, że próbują sprawdzać informacje. 70 proc. badanych mówi, że porównuje podejrzane treści z innymi źródłami. Najczęściej robią to przez wyszukiwarki, portale ogólnopolskie i oficjalne strony. To dobry nawyk, ale raport pokazuje też słaby punkt całego systemu. Profesjonalne organizacje fact-checkingowe nadal są rozpoznawalne tylko przez część odbiorców. Słyszało o nich około 24 proc. Polaków.

Najlepiej rozpoznawalne wśród osób znających takie organizacje są Demagog, OKO.press, „Sprawdzamy” w TVP Info, fakenews.pl, Konkret24 i NASK. To pokazuje, że narzędzia do sprawdzania informacji istnieją, ale nie zawsze docierają do ludzi w momencie, gdy najbardziej ich potrzebują. Fake news często wygrywa szybkością, prostotą i emocją. Rzetelne wyjaśnienie wymaga więcej miejsca, czasu i uwagi. Dlatego największym wyzwaniem nie jest już tylko prostowanie fałszywych treści, lecz także sprawienie, by wiarygodne źródła były łatwe do znalezienia dokładnie wtedy, gdy użytkownik zaczyna mieć wątpliwości.

Źródło: