Zamiast pojedynczych odczytów w jednym punkcie – samochód z sondą na dachu, trasa przez miasto i ciągły zapis tego, co naprawdę dzieje się po drodze. Tak wyglądał pilotaż szerokopasmowego monitoringu PEM w ruchu, zrealizowany przez Instytut Łączności na zlecenie Ministerstwa Cyfryzacji. Badania objęły Warszawę i Wrocław, częstotliwości od 300 kHz do 40 GHz oraz około 80 godzin pomiarów. Najważniejsze wnioski są ciekawsze niż sam rekord liczbowy – najwyższe wartości pojawiały się częściej wieczorem, a duża liczba stacji bazowych wzdłuż trasy nie przekładała się automatycznie na wyższe wyniki. To ważny sygnał dla dalszego monitoringu, bo pokazuje, że o poziomie pola decyduje nie tylko liczba nadajników, ale też sposób, w jaki realnie pracują w przestrzeni miejskiej.
Zamiast punktu na mapie – miasto oglądane w ruchu
Ten pilotaż pokazuje zmianę podejścia do pomiarów. Klasyczny odczyt mówi, co dzieje się w jednym miejscu i w jednej chwili. Monitoring w ruchu próbuje uchwycić całe tło – zmiany podczas przejazdu, różnice między dzielnicami, a także wpływ pory dnia czy warunków terenowych. W praktyce wykorzystano lekką stację monitorującą z sondą szerokopasmową, montowaną na dachu samochodu, która podczas jazdy rejestrowała nie tylko natężenie pola, ale też dane GPS i dodatkowe parametry potrzebne później do wizualizacji wyników. Dzięki temu pomiary można potem pokazać na mapach i łatwiej wychwycić miejsca, które warto sprawdzić dokładniej. Raport podkreśla też, że takie rozwiązanie pozwala obserwować PEM na dużym obszarze i w dłuższym czasie, a nie tylko w punktowym „kadrze” pomiarowym.
Najwyższe wyniki padły wieczorem, ale nie tam gdzie stacji było najwięcej
Najmocniejszy wniosek z pilotażu jest dość przewrotny. Intuicja podpowiadałaby, że im więcej stacji bazowych przy trasie, tym wyższe wyniki pomiarów. Tymczasem raport nie potwierdził takiej prostej zależności. W Warszawie najwyższy zarejestrowany wynik wyniósł 13,1 V/m, a we Wrocławiu 11,4 V/m. Badacze zauważyli za to inną prawidłowość – na tych samych trasach wyższe wartości częściej pojawiały się w godzinach wieczornych. Według raportu większe znaczenie niż samo „zagęszczenie” stacji miały azymuty wiązek promieniowania względem trasy przejazdu. Innymi słowy, ostateczny wynik zależy bardziej od tego, jak sygnał rozchodzi się w przestrzeni i jak pracuje konkretna infrastruktura, niż od prostego liczenia masztów na kilometr.
Pilotaż zamienia się w stały element krajowego monitoringu
To nie wygląda na jednorazowy eksperyment. Ministerstwo Cyfryzacji już w styczniu wpisało monitoring PEM w ruchu do jedenastej kampanii pomiarowej na 2026 rok, obok monitoringu stacjonarnego i pomiarów ręcznych przy stacjach bazowych. Celem ma być nie tylko dalsze zbieranie danych, ale też budowa porównywalnego materiału do oceny zmian związanych z rozwojem sieci 5g3600 i 5g700. W praktyce oznacza to, że pilotaż z Warszawy i Wrocławia stał się poligonem do wypracowania metody, która może wejść do szerszego, regularnego systemu obserwacji. Najciekawsze jest jednak to, że z raportu nie wyłania się prosty obraz „więcej nadajników równa się więcej PEM”, lecz znacznie bardziej złożona mapa zależności. A właśnie taka wiedza zwykle najbardziej przydaje się wtedy, gdy zamiast emocji trzeba pokazać liczby i realne warunki pracy sieci.
Źródło:
- https://www.gov.pl/web/5g/raport-z-pilotazu-szerokopasmowego-monitoringu-pem-w-ruchu
- https://www.gov.pl/attachment/ab70b36c-f5a1-42c3-95f0-d423c9b972ed
- https://www.gov.pl/web/5g/pomiary-pem-stacjonarny-i-mobilny-monitoring-pem-w-2025-r–zakonczenie-dziesiatej-kampanii-pomiarowej
- https://www.gov.pl/web/5g/monitoring-i-pomiary-pem-w-2026-r–jedenasta-kampania-pomiarowa
- https://www.gov.pl/web/instytut-lacznosci/pomiary-i-monitoring-pem-w-2025-r–dziesiata-kampania-pomiarowa