protest
Nauka

Czy bycie „anty” jest złe?

Gdy nie wolno mieć wątpliwości, gdy trzeba wyznawać jedynie słuszną prawdę, gdy nie wolno zadawać pytań – jest bardzo źle. Wątpienie jest fundamentem rozwoju naukowego, a obywatelska kontrola władzy jest fundamentem wolności. Ale… czy to oznacza, że każde wątpienie jest objawem racjonalnego, krytycznego umysłu? Niestety, „trzeba mieć otwartą głowę – ale nie na tyle, żeby wypadł z niej mózg”. Obywatelskie ruchy sprzeciwu są potrzebne w demokracji – ale muszą przestrzegać reguł debaty publicznej.

„Rzeczywistość” medialna

 Naturą mediów jest przykuwanie uwagi – co niestety prowadzi do zniekształcenia obrazu rzeczywistości, jeśli chcemy z mediów czerpać informacje o świecie. Rzecz w tym, że ciekawe jest to, co skrajne, a nietypowe – rzeczy wyjątkowe, unikalne i niszowe – stają się nagłaśnianą fałszywą normalnością. Gdy spośród 1,6 miliarda muzułmanów kilku dokona zamachu terrorystycznego, już słyszymy o „muzułmańskich terrorystach”, gdy po podaniu kilkunastu milionów(!) szczepionek kilkanaście osób umiera, już mamy nagłówki o „zabójczych szczepionkach”. Temu procentowi albo promilowi media poświęcają przytłaczającą większość uwagi – stąd też wrażenie, że mamy opór społeczny w sprawie 5G, podczas gdy… autentyczni przeciwnicy, gotowi walczyć o sprawę w sądach albo przecinać diaksą wieżę stacji bazowej (z którą są połączeni w trakcie streamu tego „wydarzenia”…), to marny ułamek promila, a Ci tak po prostu negatywnie nastawieni to margines rzędu kilku procent. Tak wynika z badań IPSOS o świadomości na temat 5G w Europie [1].

 Okazuje się, że 54% Europejczyków nastawionych jest pozytywnie, 36% neutralnie, a 10% negatywnie – a Polska jest jednym z krajów o wyższym współczynniku odpowiedzi pozytywnych do negatywnych. Gdy dla Europy średnia to około 5,5, to w Polsce jest to 7, porównywalnie do Skandynawii, Wielkiej Brytanii czy Grecji. Daleko nam co prawda do Półwyspu Iberyjskiego, gdzie współczynnik ten wynosi 14-15, ale również daleko od poziomego pasa Francja-Szwajcaria-Austria-Słowacja oraz okolic, gdzie spada do 2-3. Tak czy siak nie ma kraju, gdzie większość jest przeciwna.

 Gdy przyjrzymy się w raporcie na rozbite dane na grupy wiekowe, okazuje się, że wśród najmłodszych użytkowników (18-24) stosunek pozytywny sięga 62%, neutralny 31%, a negatywnych postaw jest raptem 7%. Ale najciekawsze – chociaż chyba nie zaskakujące – dane znajdziemy wczytując się w korelację pomiędzy stosunkiem do 5G, a posiadaną na jego temat wiedzą. Stosunek „raczej negatywny” i „negatywny” topnieje od łącznych 19% w grupie, która deklaruje, że zupełnie nie wie co to jest 5G, do 8% w grupie, która uważa, że zna temat bardzo dobrze. Ta ostatnia grupa pozytywne podejście deklaruje w 71%! Po oczach bije szary kolor „neutral” w grupach o żadnym lub niskim poziomie wiedzy o 5G, bo oscyluje w okolicach połowy badanych. Wniosek: edukacja, edukacja, edukacja! Hasło „mam wiedzę, nie mam strachu” naprawdę działa!

Niestety, ta grupa „neutralnych” jest grupą zainteresowania nie tylko dla popularyzatorów, edukatorów czy kampanii informacyjnych – ale też dla agentów obcego wywiadu… wrócimy do tego wątku na koniec! 

Jak nie być Januszem zbierania informacji?

 W badaniu pojawił się jeszcze jeden ciekawy wątek, nie tylko „klasyczne” pytanie: skąd czerpiesz informacje i jakie źródło uznajesz za wiarygodne, ale także ILE masz różnych źródeł informacji. Bycie przyklejonym do jednego źródła, jakie by ono nie było, jest zawsze zamknięciem się w pewnej bańce. Czy czerpanie informacji z wielu źródeł ma znaczenie? Przyznam, że nie spotkałem się wcześniej z takim pytaniem w tego typu badaniach, a widać warto je zadawać ankietowanym, bo można odkryć piękną korelację – zdecydowanie mnogość źródeł ma znaczenie! Osoby wskazujące po 5-6 źródeł mają pozytywny stosunek na poziomie 70-80%, a te przyklejone do jednego źródła 40%… Domyślacie się, że niestety na pytanie o związek między COVID-19 a 5G wcale nie ma jednomyślności? Jedynie (aż?!) 6% widzi taki związek, szczęśliwie 75% nie (a reszta nie wie).

Co do samych źródeł – prowadzenie takich serwisów jak Na Fali Nauki widać ma sens, ponieważ strony technologiczne cieszą się najwyższym zaufaniem jako źródła informacji o 5G, miażdżąc social media, które na szczęście (jeśli słyszeliście o algorytmach pozycjonujących, znacie sprawę Cabridge Analytica) zajmują ostatnią pozycję. Niestety ani jedne, ani drugie nie cieszą się największą popularnością, jeśli chodzi o zdobywanie wiedzy w temacie – cały czas media tradycyjne dominują przekaz. Tym bardziej ważne jest, aby w mainstreamie pojawiały się rzetelne informacje…

Dostrzegliście przy okazji ten paradoks, że popularność medium wcale nie idzie w parze z obdarzaniem go zaufaniem? Hmmm… 

Social media jako matecznik dezinformacji i manipulacji obywatelami

Zgodnie z obietnicą wracamy na koniec do wątku „obcych wywiadów”. Przyjrzyjmy się tej mniejszości, która jest bardzo głośna. Bardzo ciekawych danych dostarczył szwedzki projekt badawczy z miasta Umea [2], w którym wprowadzano sieć 5G. Analizowano ruch w sieciach społecznościowych oraz doniesienia medialne związane z tym tematem i… okazało się, że pojawił się wysyp alarmistycznych grup na Facebooku, różnych stron internetowych oraz hasztagów na Twitterze, w skutek czego faktycznie pojawili się „zatroskani obywatele”, którzy włączyli się w protesty. Tyle, że autorzy owych stron to mała grupa bardzo aktywnych osób, a raczej kont, w tym częściowo fałszywych…

Dane szwedzkie porównywano z danymi międzynarodowymi i okazało się, że wewnątrz takich grup następuje dzielenie się praktycznie identycznymi materiałami – ale nie chodzi np. o dzielenie się tymi samymi danymi źródłowymi (tzn. to też, i pewnie nie jesteście zaskoczeni, że większość materiałów opiera się o źródła rosyjskie plus dużą ilość YouTuba?), tylko dosłownie kopiowanie przetłumaczonego maszynowo postu o „eksperymentowaniu na nas i naszych dzieciach” i innych tego typu emocjonalnych treściach. 

Dlaczego trudno przejrzeć na oczy tak oczywistą propagandę? Bo jak widzicie tylko jej wycinek, to wcale nie jest ona oczywista, a teraz zaczyna się najlepsze. „Zatroskany” kolega-bot, aby pomóc Tobie, zatroskany obywatelu, wziąć sprawy w swoje ręce od razu daje narzędzia do działania, takie jak gotowe maile do wysyłania do organów państwowych. Botowe konto można za jakiś czas skasować, bo nowi, autentycznie zatroskani obywatele zobaczą autentycznych obywateli, swoich sąsiadów i rodaków, którzy faktycznie piszą te maile z protestami, więc „coś musi być na rzeczy”… W ten sposób zręcznie buduje się tak zwaną „udawaną oddolną spontaniczność”, czyli astroturfing. Jest to o tyle istotne, że we wzmacnianiu negatywnych narracji najważniejszą rolę odgrywają właśnie środowiska lokalne![3] Ponieważ wiara w teorie spiskowe koreluje ze skłonnością do przemocy [4], to pozostało czekać w białych rękawiczkach, aż ktoś złapie za diaksę… 

 Podsumowując: walka z dezinformacją musi być wielopłaszczyznowa. Od edukacji, przez skuteczną komunikację, po bezwzględne działania kontrwywiadowcze. A każdy z nas powinien się zastanowić nad tym „skąd wiemy to, co wiemy” – czy Twoje źródła są różnorodne i godne zaufania? Nabierzmy nawyku, aby przed kliknięciem „udostępnij” trzy razy się zastanowić, czy nie stajemy się marionetkami w czyichś rękach… Tak, bądźmy aktywnymi, zaangażowanymi obywatelami, buntujmy się przeciwko łamaniu prawa, stosujmy nieposłuszeństwo obywatelskie i organizujmy się lokalnie do wspólnej walki – ale tam, gdzie naprawdę jest to potrzebne, a nie tam, gdzie realizujemy czyjś interes… 

PS. Ale ten artykuł możecie udostępnić :p

Źródła: